Zaznacz stronę

Długo kminiłem dlaczego ludzie i ja sam mylę akceptację z biernością. Skąd we mnie kojarzenie akceptacji z biernością. Bierność jest powiązana z apatią i brakiem mocy, z pewnego rodzaju zamrożeniem , bezradnością wobec swoich emocji, tego co się w nas dzieje, naszych reakcji lub wobec zaistniałej sytuacji. Natomiast akceptacja to przyjęcie czegoś takim jakim jest w tym naszych emocji, reakcji , schematów , myśli.   

Myślę , że kluczem jest tu moment zamrożenia emocji w przeszłości. Osoba bierna, siłująca się z rzeczywistością i ze swoimi emocjami, stawiająca im opór ma w sobie nie puszczoną krzywdę i zamrożone w niej emocje. Więc siedzi w schemacie ofiary i też taką postawę prezentuje wobec życia. Ofiara ma zamrożoną złość, żal , smutek,  wstyd i jest w niej przyzwolenie na łamanie swoich granic, czyli przyzwolenie na krzywdę. Lęk który powstaje w momencie zamrożenia i stłumienia emocji z którymi sobie nie radzi ofiara w momencie doznawania krzywdy ma za zadanie ochronić osobę przed zalaniem emocjami z którymi sobie nie poradzi na tamten moment. Taka taktyka pomogła jej w momencie krzywdy ,zalania emocjami. Wtedy zamrożenie, stłumienie , zawieszenie w próżni nam pomogło. Jednak z czasem takie podejście nam szkodzi tym bardziej jeśli zacznie się ten schemat przerzucać na wszystkie inne emocje. Z czasem staje się schematem ucieczki od czucia siebie . Oddzielamy wtedy głowę od ciała i przestajemy mieć kontakt z naszym ciałem.

Pozostanie w tamtych emocjach powoduje z czasem obojętność i apatie wobec życia , czy tez wyuczoną bezradność wobec życia. Energia przepływająca poprzez nasze ciało zostaje zablokowana lub jej kierunek zostaje odwróony. Postawa wobec krzywdy , wobec sytuacji przeradza się w postawę wobec życia. Bo zamknięcie się na jedne emocje powoduje zamknięcie się na inne emocje, brakuje wtedy żywotności w nas, płynności a pojawia się sztywność, kontrola, surowość, brak elastyczności. Ofiara nie dostrzega swojej mocy, bo zamroziła się w danym momencie i siedzenie w krzywdzie z tymi emocjami potęguje jej bierność i przyzwolenie na krzywdę. Czuje się bezradna i bezsilna bo warunkuje siebie poprzez działania i czyny kogoś z zewnątrz. Dlatego też dużo osób skrzywdzonych w dzieciństwie wchodzi później relacje , gdzie są krzywdzone i nie potrafią się postawić . W pewnym sensie akceptują dalszą krzywdę , bo nie pozwalają sobie na emocje , które są stłumione , a które pozwolą postawić granice. Gdzieś kiedyś przeczytałem , że aby wyjść ze schematu ofiary trzeba tą ofiarę w sobie uznać, czyli też uznać krzywdę i emocje powstałe w momencie krzywdy, inaczej dalej będziemy projektować postawę ofiary i budować iluzje w swojej głowie, które będą nas trzymac w schemacie ofiary.

Rzecz w tym , że często robimy wszystko aby nie dopuścić do siebie tych emocji, zaprzeczamy im , walczymy z nimi , siłujemy się , pokazujemy jacy to nie jesteśmy cudowni i silni( wtedy zazwyczaj reagujemy agresją, gdy widzimy w kimś ofiarę, nie akceptujemy jej bo tak naprawdę nie akceptujemy jej w sobie) , a w środku czeka skrzywdzona część naszej psychiki , która domaga się uwagi i pokochania . I nie chodzi mi tu o obwinianie rodziców i krzywdziciela, chociaż to też część puszczenia krzywdy, jeden z etapów. Z czasem i z tej perspektywy trzeba wyjść i puścić żal, złość w sobie oraz zaakceptować fakt, że nie zmienimy tego, że nie zmienimy przeszłości. Akceptacja tamtej sytuacji nie jest równoznaczna z przyzwoleniem aby ta sytuacja się znowu powtórzyła. To właśnie nie pozwolenie sobie na wyparte wtedy emocje powoduje, że przyzwalamy później na określone sytuacje i udajemy że ich nie ma , czy też udajemy wiecznie miłych, zakładając kolejne maski, a w środku rodzi się frustracja.  Uznanie ofiary w sobie  i jej emocji , pozwala się zdystansować do niej i objąć ją współczuciem, wrażliwością, zrozumieniem, czyli tym czego zazwyczaj kiedyś zabrakło po zaistnieniu krzywdy.

 

Akceptacja ofiary w sobie , najpierw emocji które powstały w momencie krzywdy, a później objęcie ich zrozumieniem  pozwala na rozbudzenie współczucia i wrażliwości wobec siebie. Ofiara nie zniknie przez walkę z nią, przez surowość i kontrolę. Ofiara nie zniknie poprzez zaprzeczenie jej istnienia . Udawanie też nie pomoże bo bezradność i bezsilność powróci w silnych stanach. Ofiara domaga się zrozumienia , uznania krzywdy i emocji oraz jeśli jesteśmy na to gotowi puszczenia krzywdy. I tu z wybaczaniem też jest taki myk , że wybaczanie to proces w czasie . Wybaczanie to nie słowa, tylko konkretna ulga , która czuje się na sercu gdy przyjdzie czas i wyjście z emocji zawiści, chęci zemsty, złości i nienawiści do krzywdziciela.

Osobiście próbowałem na początku wyprzeć ofiarę , nie uznawać słabości w sobie ,co powodowało nadmierną kontrolę , sztywność , brak elastyczności. Później chciałem z nią walczyć, no ba jak to miałem przekonanie, że mężczyzna ma być silny, nie płakać , nie użalać się nad sobą, nie okazywać słabości i wad. Tylko że takie podejście zabija w nas czułość, łagodność, współczucie i naszą wrażliwość, czyli dojrzałość. Więc po próbach siłowania się , mocowania, wewnętrzne walki w swoim własnym umyśle w końcu się poddałem i dałem się prowadzić procesowi. W pewnym sensie zaakceptowałem moją bezsilność w momencie krzywdy, zaakceptowałem fakt, że nie mogłem wtedy nic zrobić oraz, że nie zmienię już tego. W pewnym sensie jest to akceptacja straty i poddanie chęci rewanżu, chęci wymierzenia sprawiedliwości i odwetu. Do czego zazwyczaj nasze ego nie chce dopuścić, tylko woli się karmić złością, żalem i zawiściom. Poddanie spowodowało że zacząłem więcej czuć a mniej myśleć, więcej robić doświadczać a mniej analizować,  po prostu pozwoliłem na kontakt umysłu z ciałem i z tym co we mnie było. Czyli złość, zawiść, żal , chęć obrony, czyli normalne emocje , służące do obrony siebie pochodzące z nasze zwierzęcej części. Wcześniej ich nie widziałem, nie chciałem się do nich przyznać, bo miałem przekonanie w sobie że są złe, więc nie dawałem im zaistnieć. Jednak one same w sobie nie są złe, nasze podejście do nich po prostu jest nie odpowiednie i powoduje że jeśli nie damy im zaistnieć zaczynamy traktować siebie jak kogoś złego, bo mamy przekonanie w sobie, że tak się nie można czuć, że trzeba czuć tylko pozytywnie. I tu właśnie jest dualizm, wypieranie tej części nas , która jest tylko po to aby nas chronić , a która nie zawsze wszystko rozumie od razu. Jeśli zamrozimy emocje w momencie krzywdy, one później będą oddziaływać z podświadomości powodując psychopatyczne myśli, czy różnego rodzaju psychozy, obsesje. Tu jest tez przekonanie o utożsamianiu się z myślami i emocjami, bo jako ograniczona świadomość w dzieciństwie nie rozumiemy dosyć często, iż nie jesteśmy swoimi myślami i emocjami, one się po prostu pojawiają i znikają. W dzieciństwie też nie rozumiemy, że myśli i emocje , a czyn, dokonanie wyboru czy podjęcie decyzji to dwie różne sprawy. To że pojawia się myśl aby zrobić coś złego nie znaczy, że to zrobimy. to nie znaczy , że jesteśmy źli. Od myśli do czynu daleka droga, a karcenie siebie , obwinianie siebie czy tworzenie nienawiści do siebie poprzez to co się pojawia w przestrzeni naszych myśli tworzy później mechanizm wyparcia i zaprzeczenia czegoś w nas, co uznajemy za złe oraz tworzenie wstrętu do siebie czy tez złości na siebie lub poczucia winy za to co się pojawiło. Taki mechanizm prowadzi w konsekwencji do zrobienia tego czego się w sobie boimy, zamiast do poradzenia sobie z tym. 

Im bardziej odmrażam swoje ciało , czyli to co wyparte zauważyłem , że zmienia się moje podejście do mnie samego, zacząłem sobie na więcej pozwalać, na brak kontroli , na spontaniczność , na uśmiech i radość, w tym również na czucie złości, smutku , żalu,  bólu emocjonalnego. Natomiast stany wyuczonej bezradności, bezsilności , tęsknoty , beznadziei stawały się coraz słabsze, tak jak by z balona uchodziło powietrze, przestałem się też bać tych stanów, mojej paniki, smutku i tego co wtedy czułem, swojej zwierzęcej części, która chciała odwetu . To co zauważyłem, że im bardziej puszczam zamrożenie tym moja świadomość, zrozumienie się poszerza, w tym również jakość moich myśli i dystans do nich . Zauważyłem też że przestaje się identyfikować z emocjami i myślami, ogólnie że myśli są mniej obsesyjne, umysł się uspakaja gdy nie ma w ciele nadmiaru emocji . Przestałem się bać swoich emocji i myśli, czyli tak naprawdę zaczął zanikać lęk przed samym sobą. To co jeszcze zauważyłem , to fakt że zaczęły zanikać nadmierne pragnienia, zależności i szukanie na zewnątrz siebie. Im bardziej  powracam do czucia siebie, tym zależność mojego poczucia wartości od świata zewnętrznego się zmniejsza, zanika również pustka emocjonalna , której wcześniej się panicznie bałem i zapełniałem hazardem , czy alkoholem. 

Wracając do ofiary jeszcze kilka słów 😛

 Ofiara zrzuca winę na świat w koło, obwinia świat i ludzi za swoje niepowodzenia. Robi to bo oddala się od siebie , od swoich emocji i nie ma z nimi kontaktu . Przez lata trwania w krzywdzie wyrobiła w sobie iluzje zrzucanie odpowiedzialności na zewnątrz, nie przyjmowania swoich emocji i nie brania odpowiedzialności za nie. Taka taktyka pomogła jej w momencie krzywdy ,zalania emocjami. Jednak w życiu dorosłym projektowanie emocji na zewnątrz kończy się stanami bezradność i życiowej, projektowaniem żalu na innych i swojej złości oraz zaniku czucia wewnętrznej mocy. Bo oddajemy to co się w nas dzieje pod zależności, przywiązania stworzone z światem zewnętrznym .

Tylko skąd tyle żalu i złości w ofierze . Raz , że z nie puszczonych emocji w momencie powstania krzywdy a dwa, że będąc w schemacie ofiary nie korzystamy z życia, nie pozwalamy sobie na wolność, nie mamy kontaktu ze sobą. Przez co tworzymy w sobie konflikty , frustrację , złość i żal do siebie. Nie żyjąc w zgodzie ze sobą zaczynamy cierpieć, a to cierpienie skoro ofiara nie bierze za nie odpowiedzialności przerzuca na świat w koło . Zrzuca winę i obwinia ludzi dookoła siebie, zamykając się jeszcze bardziej na czucie. A co się wtedy dzieje, taka osoba z ofiary przechodzi w kata bo frustracja , złość, żal jest rozładowywana na ludzi w koło niej. Poprzez nieradzenie sobie z własnymi emocjami i ucieczki przed nimi często w uzależnienia różnego typu ofiara zaczyna być tym krzywdzącym. Zaczyna się manipulacja , kontrola , zakładanie masek aby nie dojrzeć skrzywdzonej osoby w środku. Wtedy zazwyczaj jawi się na nam egoista i manipulant, czasem narcyz nawet. Znam obie perspektywy patrzenia na sprawę i nie mówię, ze tak nie jest. Mówię tylko , ze żaden człowiek nie rodzi się zły, ze zdolnościami psychopatycznymi , ludzie się stają tacy po prostu w wyniku swoich doświadczeń życiowych. Obudzić współczucie dla egoisty, narcyza jest ciężko, jednak osoba która nie chce przejść z ofiary w kata musi to zrobić bo inaczej ból emocjonalny ją samą zmieni w kata i nie wyjdzie ze schematu. Hawkins w jednej z książek pisze , że zdrowienie się rozpoczyna gdy rozbudzimy w sobie współczucie wobec siebie  i otworzymy się na naszą wrażliwość z powrotem. Myślę że dokładnie tak jest , wtedy zaczynamy z powrotem otwierać serce na czucie i promieniować miłością , radością, wtedy możemy dać innym prawdziwą bliskość.

Pustki emocjonalnej nie da się zagłuszyć iluzjami umysłu.  Pustka emocjonalną się powiększą im większe jest odcięcie od siebie , od części wypartych, od czucia siebie. Dlatego w wielu terapiach kładzie się nacisk na akceptację faktu powstania krzywdy , bo tylko wtedy można z niej wyjść i przeżyć emocje. Taka sama jest sytuacja z akceptacją straty i etapów żałoby. Pozostanie na którymś z etapów żałoby powoduje zamrożenie emocji i brak pogodzenia się ze stratą.

Wracając do akceptacji

Akceptacja czegoś to nie przyzwolenie aby to dalej trwało. Czyli to nie obojętność. Akceptacja w całości po prostu pozwala przyjąć coś takim jakim jest , a nie jakim chcieli byśmy aby było, czyli takim jakie nasze wyobrażenia są(zniekształcenia poznawcze) Na przykład nasz schemat zaobserwowany takim jakim jest naprawdę pozwala nam zobaczyć dlaczego tak jest. Co nie znaczy, że dalej ten schemat mamy powielać. Powielanie tego samego schematu to bierność i apatia , wtedy jest obojętność. Apatia i bierność nie zakłada naszego działania i chęci wprowadzenia poprzez działanie i konkretne czyny nowego podejścia, nowego nastawienia, nowego odbioru życia. Natomiast akceptacja jest początkiem, zrozumieniem dlaczego coś jest takie jakie jest. Po zrozumieniu można wprowadzić nowe podejście, które bierze się z poszerzonej świadomości. Wtedy też to co zrozumieliśmy i poczuliśmy wprowadzamy w czyn . Czyli tworzymy nowe , nowa karmę , wysyłamy nowa energie gdy poprzesz jedność myśli ,emocji i czynu potwierdzamy nowe podejście. Bez czynu nie ma nowej energii , nie wystarczą same myśli i emocje . Nowa energia potwierdza się poprzez doświadczenie i wtedy też zmieniają się nasze przekonania i utrwalamy nowy schemat. Dusza chce doświadczać życia, a nie myśleć o życiu.

Akceptacja czegoś takim jakim jest daje nam możliwość zobaczenia prawdy bez zniekształceń naszego umysłu. Natomiast brak widzenia rzeczy takimi jakie są daje możliwość zaistnienia zniekształceniom poznawczym. Czyli oddala nas od przyznania się do prawdy. W przypadku schematu cierpienia opartego na nie realnej miłości, przyjęcie faktu, że tej miłości nie ma będzie wiązało się ze stanięciem w prawdzie i pogodzeniem się z tym. Co z kolei da nam wyjście ze schematu cierpienia opartego na iluzji ,nadziei że coś jest. Natomiast widzenie gdzieś czegoś , czego nie ma utrzymuje nas w cierpieniu. Niedostrzeganie faktów, to jedna z cech DDA. Zycie w iluzji czegoś, aby pozostać w schemacie cierpienia .Schemat może się wziąć z projekcji relacji naszych rodziców na nasz obecny związek i kojarzenia tego schematu z miłością, bo tylko taki wzorzec mieliśmy w dzieciństwie i innego nie znamy. Jednak wewnątrz siebie będziemy czuć , że coś jest nie tak , ze jest w nas cierpienie, dlatego takie związki przeważnie się rozpadają , bo szukamy w nich miłości naszego rodzica. Wewnętrzna tęsknota za utraconym dzieciństwem , za bliskością której nie było, za miłością której nie było powoduje szukanie ideału w życiu dorosłym. Kolejna iluzja doskonałości , która też musi upaść abyśmy się otworzyli na swoje wady i słabości oraz abyśmy pozwolili partnerowi być nie doskonałym, inaczej zawsze coś będzie nam w nim przeszkadzać, zawsze będzie coś nie tak , bo sami ze sobą będziemy się czuli nie tak jak byśmy chcieli. To co zobaczyłem u siebie to złość i żal za utracone dzieciństwo oraz tęsknota za doskonałym dzieciństwem. Brak akceptacji straty powoduje że siedzimy w emocjach żalu, złości , poczucia winy , wstydu.

,, DOROSŁOŚĆ TO ZGODA

NA TO, ŻE NIE NAPRAWIMY DZIECIŃSTWA

Pożegnanie z dzieciństwem jest dla niektórych ludzi piekielnie trudne, wiąże się z uznaniem ogromnej straty.

Paradoksalnie, im trudniejsze dzieciństwo, tym pożegnanie trudniejsze, bo wymaga rezygnacji z marzenia, że da się jeszcze coś naprawić.

Zamiast się z tym zmierzyć, można utknąć w serii powtórek i mieć tego rodzica ciągle na nowo w osobach kolejnych partnerów. ,,

– Danuta Golec

Ucieczka w świat fantazji i marzeń, mechanizm obronny

Ucieczka przed czuciem tego co w chwili obecnej, ucieczka przed samym sobą i brak kontaktu z rzeczywistością oraz z tym co się w niej dzieje. Mechanizm iluzji i zaprzeczeń to jeden z mechanizmów każdego uzależnienia. Jest on jednocześnie mechanizmem obronnym który stosuje dziecko w momencie doznania emocji z którymi sobie nie poradziło w danym momencie . Ten mechanizm początkowo mający pomagać i uratować nas przed nadmiarem emocji w danej w chwili z czasem staje się nasza pułapka i światem w którym żyjemy w naszej głowie oddalają się od rzeczywistości. Opór przed byciem w chwili obecnej jest wprost proporcjonalny do wielkości mechanizmu iluzji i zaprzeczeń i tego jak głęboko w niego weszliśmy uciekając od doświadczania naszego życia i czucia siebie. Zarówno można zamykać się w przeszłości w swojej głowie jak również żyć marzeniami o przyszłości pompując przy tym nadmierne emocje i oczekiwania wobec siebie. Później dosyć często po takim emocjonalnym haju i pompowaniu wyobrażeń wracamy do tu i teraz i jest zgrzyt, że nie ma tego co nam głowa mówiła, lub że jest tyle do zrobienia . Rodzi się niezadowolenie z tego co jest i wchodzenie w uczucie braku, które sami sobie stworzyliśmy poprzez nadmierne odrealnienie od rzeczywistości. Cierpienie które się wtedy pojawia jest produktem naszego sposobu myślenia i przebywania zamiast w tu i teraz to w swojej głowie, hej gdzieś tam. Nasze myśli, emocje muszą iść z konkretnymi czynami w rzeczywistości inaczej tworzymy rozbieżność i uciekamy w fałsz w jednym z tych aspektów bycia w prawdzie ze sobą .

Ważne jest dostrzec swój schemat ucieczki w świat fantazji i robienie sobie nie realny oczekiwań, zaobserwować jak sami pompujemy się emocjami i powodujemy emocjonalny wzrost . Po wzroście zawsze jest spadek i zderzenie z tym jak jest. Powstałe emocje jeśli nie są puszczone , opanowane tworzą cierpienie i nie zadowolenie z tego jak jest i niechęć do bycia w tu i teraz i do rzeczywistości. Lub tez powodują walkę z rzeczywistością i nie przyjmowanie jej taka jaka jest. Wtedy nie dostrzegamy konkretnych faktów w naszym życiu , tylko budujemy iluzje w koło nich aby nie zobaczyć prawdy jak jest. Ta różnica która budujemy służy dla umysłu później do tworzenia samobiczowania siebie , krytykowania siebie , obwiniania i tworzenia żalu , złości , czy tez poczucia winy. Może tez być nienawiść wobec siebie , bo nie spełniamy swoich własnych wygórowanych oczekiwań ,które zazwyczaj brzmią ze powinniśmy być jacyś inni niż jesteśmy.

Co może pomóc?

Świadomość tego wzorca i konfrontacja z tym jak jest. Opadanie iluzji boli jednak nawiązujemy prawdziwy kontakt ze sobą. Gdy jest prawdziwy kontakt możemy coś zrobić z danymi rzeczami i realnie zadziałać. A działanie daje moc.

Gdy już wejdziemy w schemat i emocje zaczną opadać, zazwyczaj są to emocje ekscytacji(lęk jest zamieniany na ekscytacje), podniecenia , pożądania, możemy poprzez świadomość wprowadzić się z powrotem w chwilę obecną i zamiast walczyć z nią przyjąć ja taka jaka jest.

Dobrze jest mieć marzenia, plany itp. Z tym że trzeba uważać aby wyobraźnia nie stała się wrogiem i powodem cierpienia , które sami sobie możemy spowodować. Takie bujanie od dumy, uniesień wzrostu do spadku i nie zgody jak jest , gdzie często odpala się poczucie winy , wstyd, poczucie krzywdy ciągle jest bujaniem tylko w umyśle i tworzeniem sztucznych emocji, od których dosyć często jesteśmy po prostu uzależnieni. Czyli sami je sobie tworzymy swoimi schematami myślowymi. Sztuczne emocje stworzone przez myśli to nie to samo co stany istnienia, czyli czysta radość, spokój odczuwane w chwili obecnej, emocje pochodzą z umysłu i czy są pozytywne czy negatywne zawsze informują o zafałszowaniu rzeczywistości. Stany istnienia pochodzą z serca i są związane z zanurzeniem się w to co jest w chwili obecnej , czyli obecnością w niej

Tak samo jest z każdym innym schematem i iluzja w jaka wolimy wierzyć, która tak naprawdę podtrzymuje nasze cierpienie. Na przykład iluzja nadziei że nasza miłość zmieni drugiego człowieka, że nasze poświęcenie wprowadzi w nim zmianę przez co zatracamy siebie aby naprawić innych . Chęć naprawiania, bohaterstwo to kolejna cecha DDA. Co jest podstawą współzależności i cierpienia opierającego się na tym, że myśli iż mamy wpływ na drugiego człowieka i że możemy go zmienić, tak jak próbowaliśmy zmienić naszych rodziców swoją miłością. Zamiast pogodzić się z bezsilnością, wolimy cierpieć i mieć nadzieję. Nie dostrzegamy wtedy, że sami tworzymy sobie żal, frustrację, złość poprzez utrzymywanie swojej nadziei.

Czy też iluzja magicznego trafu, oczekiwania na cud z nieba,  która oddziela nas od realnych działań i wzięcia spraw w swoje ręce. Iluzja magicznego rozwiązania jest siedzeniem w swoich fantazjach i marzeniach bez realnego wkładu, wysiłku w ich realizację. Gdzie tak naprawdę boimy się po prostu wziąć sprawy w swoje ręce i działać. Bo dzianie jest związane z konfrontacja z naszymi lekami . Więc rodzi się tutaj bierność i apatia, a z czasem złość i frustracja z braku działania oraz żal do siebie. My natomiast często wolimy żyć w umyśle pompując się czy to nadmiernym pragnieniami, które dają nam nadzieję bez działania czy tez lekami które zaraz nas blokują i są podstawa usprawiedliwiania.

Wspomnę o filmie Joker . Świetnie jest tam pokazany świat fantazji i marzeń jaki tworzy sobie osoba wypierająca swój ból emocjonalny z traum jakie przeżyła. Joker żyje w silnym lęku wobec rzeczywistości i działania w niej , ale jednocześnie żyje tez w swojej głowie i w świecie fantazji, gdzie wyobraża sobie realizacje swoich pragnień, które trzyma tak mocno iż boi się je zrealizować, boi się po nie sięgnąć. Świat fantazji i wyobrażeń dodaje mu siły, jego fantazję w które odpływa pozwalają mu przetrwać cierpienie jakie przeżywa, ból jaki doświadcza , jednak jednocześnie oddzielają go od konkretnego działania, od czucia siebie, bo działanie wiąże się z konfrontacją z jego największymi lękami. Czyli lęk i pragnienia , dwie siły które działają na siebie i trzymają go w swojej głowie.

Pokazana jest też zależność kat- ofiara i fakt , że jeśli nie przepracuje się swojej krzywdy , to wewnętrzna nienawiść przejdzie na świat zewnętrzny, czyli ofiara zamieni się w kata. Joker w filmie nie miał możliwości prawdziwej  pracy nad sobą , nie przetransformował swojego bólu , co doprowadziło do tego co wynikło. Powiem szczerze, że jak oglądałem ten film to widziałem tam siebie. Znam jego ból , zarówno ten lęk jak w jakim żył, ten świat fantazji i marzeń, bo to jedne z mechanizmów każdego  uzależnienia, a sam byłem uzależniony od hazardu. Znam też stronę buntu , który wybrał i moc destrukcji jaką możemy wprowadzić w swoje życie. Mogę powiedzieć, że znam te zachowania psychopatyczne i brak obecności. Tępe spojrzenie, nie obecne. Izolacja i brak kontaktu, zawieszenie w próżni. Zawieszenie w emocjach. Brzęczenie w uszach , zamrożenie w chwili. Brak reakcji i obojętność, uciekanie w świat fantazji i marzeń. A później przelewanie swojego bólu na świat i życie w iluzji, w fantazjach naszej głowy . Ból jak u Jokera, który stał się swoim bólem który w sobie trzymał i zaczął krzywdzić innych. Ogrom nie puszczonego bólu i złości, agresji która została zablokowana. Myśli psychopatyczne i projektowanie nienawiści na świat w koło. Projektowanie swojego bólu na innych i chęć zemsty , chęć krzywdzenia i nie możność tego puszczenia. Ogromna emocjonalna pustka wewnętrzna, jak studnia bez dna, której zapełnieniem miał być u mnie  hazard.

 Brak powrotu do danych chwil, do tego co wyparte i nie uwolnienie tych emocji powoduje, że one dalej napierają do podświadomości i tworzą nasze negatywne myśli. Jednej emocji wypartej mogą towarzyszyć dziesiątki myśli negatywnych. Jeśli chcesz zacząć myśleć bardziej pozytywnie , puść najpierw emocje, tak jak Hawkins pisze , gdy puszczamy emocje z przeszłości , nasza świadomość sama się poszerza, wychodzimy ze świadomości dziecka  i przekonania się zmieniają, co powoduje napływanie bardziej pozytywnych myśli . Każda inna droga niż spotkanie się ze swoimi emocjami , niż spotkanie się ze sobą samym to dalsza ucieczka przed sobą i walka ze sobą. Może na chwile podziałać , jednak na dłuższą metę to nie działa.